fbpx
275

Poleć to

Skomentuj

Udostępnij

Jak wygląda praca na statku – wywiad z Agnieszką

Jak wygląda praca na statku

Gdy wyjeżdżaliśmy do pracy na statku zacumowanym w niemieckim Wismarze, kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Z promów pasażerskich korzystaliśmy jedynie jako klienci i zawsze zastanawialiśmy się jak wygląda praca na statku „od kuchni”. By dowiedzieć się czegoś więcej, szukaliśmy informacji w Internecie. Znaleźliśmy kilka wywiadów z osobami, które mają spore doświadczenie w branży morskiej. Te rozmowy pomogły nam lepiej się przygotować na nowe wyzwania.

Z Agnieszką pracowaliśmy w niemieckim Wismarze na statku SuperStar Libra i od razu się polubiliśmy. Aga to miła, ciepła osoba, która na przeróżnych statkach przepracowała już 7 lat. Po zakończonym kontrakcie na SuperStar Libra pozostaliśmy w kontakcie i planowaliśmy spotkanie. Agnieszka mieszka w Kołobrzegu, a my w Sianowie, więc mamy do siebie dosyć blisko.

W mojej głowie zrodził się pomysł wywiadu. Wiedziałam, że Agnieszka ma spore doświadczenie, więc uznałam, że jej wiedza, może pomóc innym poznać lepiej specyfikę pracy na statkach. Gdy zaproponowałam jej rozmowę od razu się zgodziła! I tak powstał nasz pierwszy wywiad w życiu, z którego dowiesz się m.in.:

  • jakie formalności trzeba spełnić by podjąć pracę na statku
  • jak wygląda praca na statku pasażerskim i offshore
  • czym jest przemysł i statek offshore
  • ile możesz zarobić podczas pracy na statku jako członek załogi szeregowej
  • jakie nietypowe sytuacje spotkały Agnieszkę podczas pracy na morzu

Dowiedz się jak wygląda praca na statku i koniecznie przeczytaj naszą rozmowę 🙂

Co robiłaś zanim podjęłaś swoją pierwszą pracę na statku?

Studiowałam anglistykę i w tamtym czasie dorabiałam dorywczo w gastronomii i hotelarstwie. Byłam kelnerką w restauracjach i kawiarniach. Pracowałam też w Shisha barze we Wrocławiu.

W pewnym momencie zawaliłam studia i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Myślałam wtedy „Gdzie tu uciec?”. Ktoś podpowiedział mi „A może na statek?” i tak zaczęła się moja przygoda na morzu. Była to ucieczka po nieudanym starcie w dorosłość.

I gdzie trafiłaś?

Moim pierwszym statkiem był prom pasażerski King Seaways. Kursował między Ijmuiden w Holandii a New Castle w Anglii czyli było to morze Północne. Zatrudniła mnie polska agencja z Gdyni dla armatora duńskiego.

Czym zajmowałaś się na promie pasażerskim?

Zazwyczaj początkujące osoby idą na „housekeeping” czyli sprzątanie kabin. Ze względu na to, że ja miałam spore doświadczenie w gastronomii, od razu mnie wrzucili na restauracje. Na statku były trzy lokale: jeden to typowy bufet, druga pizzeria a’la carte i trzecia, bardziej ekskluzywna i droższa również z jedzeniem na zamówienie z menu. Każda nowa osoba w statkowej gastronomii pracuje najpierw w restauracji z bufetem, ponieważ jest to najłatwiejsze zadanie. I tak też było ze mną.

Po jakimś czasie, moi przełożeniu uznali, że dobrze sobie radzę i postanowili, że będę pracować rotacyjnie we wszystkich trzech restauracjach. Później pracowałam też w barach. Na statku były aż trzy: night club z występami na scenie każdego wieczoru, dyskoteka i bar z pianinem i jazzową muzyką.

Ile kontraktów przepracowałaś na tym promie i jak długie one były?

Na promie pasażerskim zrobiłam 8 kontraktów. Każdy trwał 8 tygodni. Po każdym kontrakcie miałam 4 tygodnie wolnego.

Jak wygląda praca na statku pasażerskim?

Pasażerowie wchodzili na prom np. o godzinie 15:00, a statek wypływał z portu 16:30-17:00 i płynął przez całą noc. To głównie wieczorem goście statku jedzą, piją, bawią się, a my pracujemy w barach i restauracjach. Jeśli pracowałam w kawiarni/snack barze to zmianę zaczynałam gdy na pokładzie pojawiali się pierwsi goście czyli o 15:00. Jeśli w restauracji to o 16:00-17:30. Zmianę kończyłam zazwyczaj około 22:00.

Czasami też zostawałam dłużej by pomóc na barze. Barmani pracowali zazwyczaj do 2:00 w nocy, no chyba że były weekendy – wtedy zdarzało się, że ostatni goście opuszczali dyskotekę o 4:00 rano. Gdy na statku odbywały się wieczory kawalerskie czy panieńskie, też pracowaliśmy dłużej.

Po zmianie szłam spać i wstawałam na 6:00-6:30 by przygotować śniadanie. W kawiarniach i restauracjach pracowaliśmy aż do wpłynięcia do portu czyli do 9:30-10:00. Gdy goście opuszczali statek, zajmowaliśmy się zdaniem kasetki, liczeniem pieniędzy oraz porządkami.

Jeśli była potrzeba, bo „housekeeping” się nie wyrabiał, to chodziliśmy też pomagać sprzątać kabiny. Pracę kończyłam o 12:00-13:00 i wtedy zaczynał się mój czas wolny. Mogłam zejść ze statku do portu, przejść się na miasto i zrobić zakupy.

Tak wyglądała praca w gastronomii. Jeśli chodzi o housekeeping, to ta grupa osób sprzątała kabiny w dzień, jak wszyscy pasażerowie opuszczali statek. W nocy mieli wolne. Przez to nie mogli zejść ze statku na spacer czy zakupy.

Następnie tego samego dnia o 15:00 wypływaliśmy w drogę powrotną do Holandii i znowu zaczynaliśmy kolejną zmianę. I tak dzień w dzień, przez 8 tygodni.

Taki prom pasażerski kursował non stop. Tylko w dwa dni w roku nie wypływał w morze. W Wigilię i pierwsze święto Bożego Narodzenia. Co ciekawe, gdy my wypływaliśmy z Holandii, drugi bliźniaczy statek wypływał z Anglii. Promy nazywały się King Seaways i MS Princess Seaways. Mniej więcej o 2:00 godzinie w nocy, statki mijały się gdzieś na morzu Północnym.

Ile godzin dziennie pracowałaś?

Najczęściej wychodziło 10-12 godzin. Czasami w weekendy zdarzało się, że kończyłam pracę w restauracji o 10:00 wieczorem, ale w barze się dużo działo. Wtedy szłam pomóc i zostawałam w pracy do 1:00 w nocy. A następnego dnia pracę zaczynałam o 6:00 rano, aby przygotować śniadanie dla gości statku.

Po sezonie, pracowaliśmy mniej, ponieważ było mniejsze obłożenie i wtedy zamykaliśmy restauracje i bary wcześniej. Także długość pracy zależała, od tego ilu gości mieliśmy na pokładzie.

Ilu pasażerów mieliście zazwyczaj na statku?

Wszystko zależało od sezonu, ale najczęściej mieliśmy ok. 1000 pasażerów. Maksymalna pojemność to 1200 osób.

Czy musiałaś mieć specjalne szkolenia i badania, żeby pracować na promie?

Na prom i na każdą jednostkę trzeba przejść zintegrowany kurs bezpieczeństwa STCW (Basic Safety Training Certificate), który składa się z czterech etapów:

  • indywidualne techniki ratunkowe
  • ochrona przeciwpożarowa
  • elementarne zasady udzielania pierwszej pomocy medycznej
  • bezpieczeństwo własne i odpowiedzialność wspólna

Na kursie są też zajęcia praktyczne w basenie, gdzie celem jest uratowanie się z wody do tratwy ratunkowej. Jeśli chodzi o ochronę przeciwpożarową, to również jest trening praktyczny. Ja wchodziłam do ciemnego i zadymionego pomieszczenia w masce i poruszając się przy ścianach, musiałam znaleźć wyjście, by wydostać się z obszaru dotkniętego pożarem.

Taka symulacja ewakuacji jest bardzo potrzebna, ponieważ wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że najniższe pokłady na statku nie mają okien. Tam w ogóle nie dociera światło dzienne. Gdy podczas pożaru wysiądzie elektryczność to na całym pokładzie jest totalna ciemność i nic kompletnie nie widać.

Szkolenie STCW kończy się testem, a certyfikat jest ważny 5 lat.

Jeśli chodzi o badania, to trzeba je zrobić tak jak do każdej pracy. Badanie można przejść u lekarza zatwierdzonego przez Urząd Morski. Nie wiem jak jest teraz, ale jak zaczynałam to obowiązywał też test na obecność alkoholu i narkotyków.

Czy za ten kurs musiałaś płacić z własnej kieszeni?

Tak, za pierwszy kurs płaciłam ja. Później, jak już byłam zatrudniona i ważność kursu bezpieczeństwa STCW kończyła się, wtedy moja firma pokrywała koszty odnowienia certyfikatu.

Gdzie można zrobić kurs STCW i jaki jest jego koszt?

Ja szkolenie przechodziłam w Kołobrzegu. Taki kurs można zrobić praktycznie w każdym mieście portowym: w Szczecinie, Ustce czy Trójmieście. Przeprowadzają go prywatne firmy lub szkoły morskie. Koszt to 800-1000 zł. Kurs trwa 5-6 dni.

Czyli taki kurs wystarczy aby pracować na statku pasażerskim?

Tak, ten certyfikat pozwala na pracę na promach. Nie wiem jak jest ze statkami cargo. Nigdy nie pływałam na takiej jednostce, ponieważ to jest zupełnie inny typ statku niż prom. Statek pasażerski to hotel na wodzie i tam potrzeba więcej usług dla gości, których są setki a nawet tysiące. Statek cargo przewozi towary i produkty i nie potrzebują osób związanych z usługami. Cała załoga liczy 8-10 osób i najczęściej są to sami mężczyźni, w tym 1 kucharz.

Na statki offshore, na których teraz pracuję, potrzeba zdecydowanie więcej kursów m.in. BOSIET safety training.

Pierwszy kurs BOSIET zrobiłam za swoje pieniądze w Rotterdamie. Takie szkolenie jest ważne 4 lata. Odnowienie zasponsorowała mi już firma, w której pracowałam. W międzyczasie, w Polsce pojawił się ośrodek, który robi kursy offshore.

A co to jest statek offshore?

Statki offshore to jednostki o specjalistycznym przeznaczeniu do pracy np. w przemyśle poszukiwawczym, wiertniczym czy wydobywczym.

Są to np. platformy elektryczne, platformy typy jack-up, heavy-lift czyli ciężkie dźwigi pływające, PSV-ki (Platform Supply Vessel) czyli zaopatrujące platformy w żywność i środki czystości, DSV (Diving Support Vessel) czyli statek-baza dla nurków, Seismic Vessel do badań sejsmicznych.

Przemysł offshore zajmuje się produkcją urządzeń do pracy na morzu np. platformy czy morskie turbiny wiatrowe. Terminem „offshore” określa się też jednostki do obsługi instalacji, które znajdują się na morzu.

Tak powstają ogromne farmy wiatrowe generujące prąd. Te wiatraki wymagają co jakiś czas przeglądu. Do tego celu zatrudnia się fachowców, którzy śpią, jedzą, odpoczywają na statku, a na wiatrak dostają się wysuwanym ze statku mostem tzw. ampelmannem, który „przytwierdza się” do wiatraka lub platformy.

Podsumowując, statki offshore to wszystkie jednostki, które budują i obsługują infrastrukturę na morzu.

Jakbyś porównała ilość pracy na statku offshore a pasażerskim, to gdzie jest więcej pracy?

Na promie pasażerskim. Tam pracowałam praktycznie cały czas. Wolne godziny w ciągu dnia, zazwyczaj przeznaczałam na drzemkę, bo po prostu byłam zawsze zmęczona.

Natomiast na statku offshore mamy sporo pracy, ale jest bardziej na luzie.

Który typ statku najbardziej Ci odpowiada?

Zdecydowanie offshore, czyli ten na których obecnie pracuję.

Jak wygląda praca na statku offshore?

Te statki sobie chwalę najbardziej, bo praca jest lżejsza. Inaczej pracuje się w krawacie, w trzewiczkach i białej koszuli tak jak na statkach pasażerskich, gdzie cały czas musisz mieć uśmiech na twarzy. Praca na promie to jak praca w hotelu – są klienci, którzy zapłacili za bilet i oni mają swoje wymagania.

Co innego pracować w Radissonie, gdzie ktoś zapłacił za hotel grube pieniądze i chce być ładnie obsłużony, i nie daj Boże się krzywo uśmiechniesz i zaraz lądujesz u managera, bo się spojrzałaś nie tak… Raz miałam taką sytuację. Byłam zajęta robieniem kawy, a jakiś Pan mnie zaszedł. Podałam mu to o co prosił, ale stwierdził, że nie uśmiechnęłam się przy tym ładnie i Pan był bardzo rozczarowany, że go tak zlekceważyłam…

A na statkach offshore są technicy. Każdy chodzi w luźnych spodniach i w zwykłej koszulce. Taki statek przypomina bardziej hotel pracowniczy. Każdy należy do załogi i współpracuje ze sobą. Nie ma tutaj sytuacji „ja płacę, więc wymagam”. Większość techników ze statków offshore, na których pracowałam to Niemcy i Holendrzy. Jest też dużo Polaków. Na statku panuje kultura, każdy sprząta po sobie brudne talerze.

Jednym z moich zadań jest przygotowanie kabiny na statku dla nowej osoby. Gdy jedni technicy opuszczają kabinę, to wiedzą, że muszą ściągnąć poszewki z pościeli i przynieść mi do pralni. Z mojego doświadczenia, mogę powiedzieć, że na tych statkach jest fajna współpraca i każdy sobie ułatwia pracę.

Co można robić na statku offshore poza pracą?

Można korzystać z Internetu albo poczytać książkę. Na każdym statku na jakim byłam, znajdowała się siłownia i recreation room czyli pokój rozrywki. W takim pomieszczeniu jest sprzęt grający, duży telewizor, play station, czasami są też piłkarzyki.

Na ilu statkach pracowałaś i którą pracę wspominasz najlepiej?

Pracowałam na 9 statkach i dwóch platformach. Ciężko mi powiedzieć, którą pracę wspominam najlepiej, ponieważ każdy statek jest inny. Jest inna załoga, inne zasady w pracy. Czasami pracowałam tylko na nockach, a raz zdarzyło mi się, że pracowałam z 5 dziewczynami jako stewardessy. Na wielu statkach byłam jedyną kobietą. Na SuperStar Libra też było inaczej, bo statek nie pływał a ja pracowałam w pralni.

Na promach zawsze było kilka narodowości. Jedną z większych grup byli Filipińczycy. Więc naprawdę ciężko jest mi ocenić 😊 Każdy statek wiąże się z innymi wspomnieniami, innym rodzajem pracy i innymi ludźmi.

A gdzie najdalej popłynęłaś?

No tutaj niestety ubolewam, bo mój zakres pływania jest bardzo ubogi. Pracowałam tylko na morzu Północnym. Jakoś nigdy mi się tak nie trafiło, żebym miała możliwość popłynąć do Stanów Zjednoczonych czy Brazylii. Zwiedziałam kilka portów w Anglii, Holandii, Niemczech. Jeśli chodzi o egzotykę, to niestety ode mnie się niczego nie dowiecie.

Jaka pogoda panuje na morzu Północnym latem? Jest zimno?

Lato jest jeszcze w miarę, ale już od września robi się zimniej. Podobno morze Północne to najbardziej sztormowe morze. Wszyscy mówią, że jak się tam nie porzygasz, to na każdym morzu sobie poradzisz 😀 Mi się to nigdy nie zdarzyło.

Jaki największy sztorm na morzu przeżyłaś?

Taki, że telewizor spadł ze ściany. Drugim razem, marynarze słabo przymocowali lodówkę na stołówce dla załogi i w pewnym momencie zaczęła ona tańczyć po pokładzie i wszystko z niej wypadło. Ale to akurat wina leżała po stronie marynarzy.

A często zdarzają się sztormy? Jakie są wtedy procedury?

To zależy. Ja akurat miałam 2-3 sytuacje ze sztormem na statkach pasażerskich. To wygląda tak, że nawet jak jest sztorm to prom wypływa, ponieważ ludzie zapłacili za bilety. Taki sztorm przeszkadza w pracy, ale i tak wszyscy pracują. Goście wtedy wymiotują i to nawet największe osiłki robią się blade i osuwają się po ścianach.

Raz tak bujało na promie, że ludzie nie mogli spać w swoich kabinach. Brali wtedy swoje kołdry i poduszki i przychodzili spać do głównego holu, który znajdował się na środku statku. Tam było bardziej stabilnie. My wtedy rozdawaliśmy banany i krakersy, bo niektórym na chorobę morską one pomagają.

Często się zdarza, że statek się lekko buja, ale ja to nawet lubię gdy idę spać. Wtedy morze kołysze mnie do snu. Natomiast nie lubię tego z rana. Bo człowiek jest zaspany, kabina jest mała a tu trzeba ubrać rajstopy do pracy na restaurację, więc ciężko jest stać na jednej nodze. Można się przewrócić albo uderzyć o otwartą szafkę.

Natomiast na statkach offshore, gdy jest duża fala, to statek nie wypływa. Podczas sztormu nie można wysuwać ampelmanna czyli mostku, po którym technicy przechodzą ze statku na wiatrak czy platformę. Jest to zbyt niebezpieczne. Wtedy czekamy w porcie na lepszą pogodę.

Podczas jednego kontraktu nie było dla mnie kabiny na platformie więc po pracy na noc podpływał do nas statek tzw. Floating Hotel, na którym nocowała część załogi. Najpierw przechodziłam na statek wspomnianym już ampelmannem a potem z powodu zbyt wysokiej fali lataliśmy na statek w koszu. Jest to tzw. lot żabą. Ja mam lęk wysokości, więc było to dla mnie okrutne przeżycie… Musiałam to powtórzyć kilka razy. To był najbardziej ekscytujący kontrakt 😀

A czy miałaś na statku jakieś niebezpieczne sytuacje np. wypadek?

Tak, pożar. To było na statku pasażerskim. Jeden z gości, Anglik zostawił w kabinie niedopałek i wyszedł na kolację czy do klubu. W kabinach obowiązuje zakaz palenia, ponieważ wszystko jest łatwopalne np. zasłonki, dywany. No i się zaprószyło… Pamiętam, że to był weekend, byliśmy w środku rejsu i bardzo dużo się działo.

Była godzina 23:00, więc większość pasażerów była już w szczycie rozbawienia. My, czyli załoga byliśmy zmęczeni pracą i myśleliśmy tylko o tym kiedy koniec. Zeszłam już do swojej kabiny, gdy nagle usłyszałam alarm! Wyszliśmy sprawdzić co się dzieje. Okazało się, że wybuchł pożar na piątym deck’u (pokładzie).

Zaczęliśmy procedurę ewakuacji tzn. ustawialiśmy pasażerów przy szalupach. To było straszne, ponieważ nie dało się przetłumaczyć osobom, które były pod wpływem alkoholu, że jest sprawa awaryjna i że „masz zostawić to piwo, wyjść i się ustawić”. Jedna Angielka prawie mi przydzwoniła, bo jak ja śmiem jej przeszkadzać w zabawie…

Podczas pożaru obowiązuje procedura, że sprawdzamy kabinę po kabinie. Miałam wtedy taką sytuację, że jedno starsze małżeństwo trzy razy prosiłam „Ale proszę już wyjść! Ewakuujemy pokład!”. A oni tylko powtarzali, że jeszcze muszą wziąć to i tamto… Oni praktycznie zaczęli się pakować, a przecież kabinę w takiej sytuacji trzeba opuścić natychmiast!

Ostatecznie, kabinę udało się ugasić, ponieważ reakcja była bardzo szybka i ogień nie przeniósł się do innych pomieszczeń. Więcej szkód wyrządziła woda przeznaczona do gaszenia niż sam pożar. Mimo szybkiego ugaszenia, chłopaki z załogi nawdychali się dużo dymu i musieli odwiedzić szpital. Kapitan zdecydował o tym, żeby zawrócić statek z powrotem do portu.

W porcie pojawiła się policja a osoba, która zaprószyła ogień w kabinie poniosła konsekwencje i została skazana przez sąd.

Miałam też inny wypadek na moim pierwszym statku offshore Red7 Alliance. Wpływaliśmy do jakiegoś portu. Zawsze w takiej sytuacji na statek przypływa pilot, który zna bardzo dobrze dany port. Wie gdzie jest płytko, gdzie głęboko i pomaga kapitanowi pilotować przy obraniu kursu.

To był czas wydawania lunchu. Pamiętam, że wtedy serwowaliśmy pizzę i nagle spojrzałam przez bulaja (okno) w kuchni. Powiedziałam do kucharzy „Chłopaki, coś chyba za blisko brzegu płyniemy” i nagle BUM! Przydzwoniliśmy w nabrzeże! Uderzyliśmy dziobem w śluzę, której od czasów Hitlera nikt nie przestawiał… A nam się udało!

Przebiło statek, a my mieliśmy spiżarnię z widokiem na ląd. Na szczęście dziura zrobiła się ponad poziomem morza i pompy statku mogły kontrolować zalanie. W takiej sytuacji na pokład przybywa policja portowa i robi dochodzenie, kto zawinił. Ustala kto był za sterami, kapitan czy pilot. Nie wiem jak to się skończyło ostatecznie, ale wiem, że później ta firma splajtowała.

Jakie są według Ciebie zalety i wady pracy na statku?

Z mojej perspektywy na pewno zarobki są zaletą. Takich pieniędzy na lądzie, z moim brakiem technicznego wykształcenia, ciężko byłoby mi osiągnąć.

Co jeszcze… Hmmm wiecie co, te plusy są jednocześnie minusami, a minusy plusami. Z jednej strony to jest taka wolność, niezależność tzn. pływam podczas kontraktu, ale jak to przepracuje, później w domu mam luz przez dłuższy czas. Mogę wtedy wyjechać na wakacje, nie muszę codziennie wstawać do pracy.

Ale z drugiej strony, świat naokoło w większości kręci się od poniedziałku do piątku, od 8:00 do 16:00. Jeśli przy sobie nie mam osób, którzy zarabiają w ten sam sposób, to gdzieś to życie prywatne jest osamotnione i rozbite. Ciężko zadbać o relacje. No więc z jednej strony fajnie jest mieć tę niezależność, a z drugiej strony odczuwam brak stabilizacji. Mam inny tryb pracy niż moja rodzina czy znajomi.

Na początku ta niezależność bardziej mi się podobała. Pojechałam, zarobiłam, wróciłam na wolne. Miałam więcej kasy, więc mogłam iść na imprezę, a po niej nie musiałam wstawać rano do pracy. Fajnie!

Jestem fanką festiwali z muzyką elektroniczną. Na mój pierwszy zagraniczny wyjazd na urlop pojechałam do Amsterdamu na taką dużą imprezę. Dla mnie to było takie wow, że za pieniądze zarobione na morzu mogłam sobie na to pozwolić i to bez uszczerbku na codziennych wydatkach.

Natomiast teraz, po iluś latach zarabiania w ten sposób i prowadzenia nietypowego stylu życia, muszę stwierdzić, że gdzieś te moje znajomości się rozmywają, ciężko jest założyć rodzinę i kogoś poznać.

Ze znajomymi ze statków się mijamy, ponieważ każdy pracuje inaczej. Poza tym, są to osoby najczęściej ze Szczecina albo Gdańska. Teraz mam dwóch znajomych z Kołobrzegu i to dopiero w tym roku ich poznałam! Przez tyle lat, nigdy nie spotkałam nikogo z Kołobrzegu na statku, gdzie niby to miasto marynarzy.

Wydaje mi się, że pływanie to fajna sprawa, ale do pewnego momentu. Na pewno nie do końca życia. Jeśli chcesz już kogoś poznać i założyć rodzinę, to ciężko będzie to osiągnąć pracując na statku. A znowu jak się już wbijesz w to, to trudno powiedzieć sobie „no dobra, to teraz zostaje na lądzie za 2 tysiące złotych”.

Wspominałaś o tym, że na morzu można zarobić więcej niż na lądzie. To na jakie pieniądze można liczyć pracują na statkach?

Na promie pierwsza moja pensja to było 1200 euro za miesiąc, ale że pracowałam 2 miesiące pod rząd, a miesiąc miałam wolne (bezpłatne), to w skali roku i tak wychodziła całkiem niezła kasa. Na każdym statku nocleg i wyżywienie jest darmowe i właśnie dlatego te zarobki są atrakcyjniejsze.

A ile wyniosła Twoja najlepsza wypłata za miesiąc?

1800 euro. Wiem, że niektórych to zaskakuje, że tak mało. Bo to prawda. Jak ja zaczęłam pływać, a już w ogóle jak się wbiłam na sektor offshore, to te stawki bardzo spadły. Niestety El Dorado na morzu już się skończyło.

To podobnie jak stewardessy w liniach lotniczych. Kiedyś dziewczyny zarabiały kokosy, a dzisiaj to normalna praca jak każda inna.

Tak, dokładnie. Wiele razy gdy mówiłam, że lepiej zarabiam na statkach niż na lądzie, ktoś się mnie pytał „no to ile?”, ja mówiłam ile i reakcja była „to tylko tyle?”. Także to nie są już te kokosy. Na grupach na FB, jak ktoś pisze, że chce zacząć pływać, to większość odpowie „Zastanów się dwa razy. Jeśli masz pracę na lądzie z pensją 5000 zł i prowadzisz normalne życie, naprawdę zastanów się dwa razy czy warto”.

No chyba, że jesteś Chiefem lub Kapitanem. Wtedy te stawki są o wiele wyższe. Ale my tu rozmawiamy o pracy dla tzw. załogi szeregowej.

Ile trwał Twój najdłuższy kontrakt?

Najdłużej pracowałam na naszym statku SuperStar Libra (7 miesięcy). Jednak ten kontrakt traktuję jako zwykłą pracę za granicą, ponieważ prom stał cały czas w porcie. Na statku pływającym raz zdarzyło mi się pracować 10 tygodni pod rząd, a tak zazwyczaj było to 8 tygodni na pasażerach.

A czy to prawda, że na każdym statku musi być kostnica?

Na pasażerskim tak.

A więzienie?

Też jest. Takie pomieszczenie najczęściej jest prowizoryczne i znajduje się na najniższym pokładzie. Nie raz ochrona musiała zamykać jakiegoś nadgorliwego imprezowicza.

Osoby z jakim fachem mogą pracować na statkach pasażerskich?

Na pasażerach potrzebują wielu różnych osób. Pracę na takim statku znajdzie masażystka, animator czasu wolnego, fotograf, pielęgniarka, lekarz, elektryk, hydraulik, monter. Na tych promach, na których pływałam był kabaret i tancerze czyli artyści.

Oczywiście potrzebni są sprzedawcy i kasjerzy do sklepów wolnocłowych, barmani, kelnerzy, kucharze. Np. na kuchni pracuje mnóstwo osób na różnych stanowiskach. Jest np. osobny kucharz od przystawek czy deserów. To i tak była mała infrastruktura w kuchni, bo to był tylko prom. Natomiast na Cruise Line’ach, które pływają po oceanach tej załogi jest jeszcze więcej!

Gdzie szukać pracy na statkach?

Wszystkie moje kontrakty załatwiałam przez agencje pośrednictwa pracy. Praktycznie zawsze byli to polscy pośrednicy. Tylko raz mi się zdarzyło współpracować z holenderską agencją. Bardzo rzadko można dostać pracę bezpośrednio u armatora.

  • WSKAZÓWKA
    Pracę na statku SuperStar Libra załatwialiśmy przez agencję pośrednictwa pracy dla polskich marynarzy Weco Marine z Gdyni. Bardzo polecamy współpracę z tą agencją. Pracownicy są bardzo mili i pomocni 🙂 Więcej info znajdziesz tutaj: Weco Marine

A czy myślałaś o pracy na statkach rzecznych, które pływają przez Europę po Dunaju?

Tak, miałam taki moment, że się zastanawiałam nad tym. Ale słyszałam dużo negatywnych opinii. Podobno jest ciężko w pracy, a zarobki nie są rewelacyjne. Także te historie mnie na tyle zraziły, że nigdy nie próbowałam swoich sił na statkach rzecznych.

A gdybyś miała do wyboru pracę na statku pasażerskim, który płynie po oceanie i zatrzymuje się w pięknych miejscach, a pracą na platformie to co byś wybrała?

Statek pasażerski to byłaby ostateczność i lokalizacja tutaj nie miałaby znaczenia. Nie chcę wrócić na promy. To jest ciężka praca. Musiałoby się u mnie źle finansowo dziać, żebym w ogóle rozważała powrót na pasażera.

A gdzie chciałabyś popłynąć?

Jeśli już miałabym wybierać, to chętnie popłynęłabym do Stanów Zjednoczonych, Australii czy Ameryki Południowej. Mam kolegę, z którym zaczynałam na promie. Później ja zostałam na morzu Północnym, a jemu udało się strzelić kontrakt na Brazylię i strasznie mu tego zazdrościłam. Bardzo miło to wspomina, że raz udało mu się popłynąć za morze Północne aż do Ameryki Południowej.

Czy na statkach w czasie wolnym można pić alkohol?

Oficjalnie na żadnym statku pracownik nie może być pod wpływem alkoholu i narkotyków. W każdej chwili Kapitan może wezwać dowolnego pracownika na mostek, by sprawdzić poziom alkoholu we krwi. Kilka razy sprawdzali mnie w ten sposób, a raz gdy staliśmy w porcie w Niemczech w Emden na statku offshore, musieliśmy siusiać do pojemniczków, by zrobić niespodziewane testy na obecność narkotyków. Poza tym, każdy kontrakt zawiera zapis dotyczący polityki alkoholowej i narkotykowej.

Wiem, że na Crusie Line’ach załoga po pracy mogła iść do Crew Baru (bar dla załogi) i wypić piwko ale nie mogła przekroczyć jakiegoś poziomu alkoholu we krwi. Na statkach offshore jest totalny zakaz! Nie ważne czy jesteś w pracy czy już po. Wiadomo, że zdarzają się osoby, które i tak to robią po kryjomu, ale robią to na własne ryzyko.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy myślisz o tym, żeby skończyć pracę na morzu?

Pływam już od 7 lat i miałam 2 takie momenty, że mówiłam sobie „rzucam to!”. Tylko wtedy zawsze stawałam przed dylematem „co dalej?”. Po pierwsze: jak się zarabia troszkę lepiej, to się później nie chce zarabiać troszkę gorzej.

Z drugiej strony, poznałam wiele osób, które pływają na statkach i mają swoje rodziny. Gdy z nimi rozmawiam i pytam ich czy planują skończyć pracę na morzu, to odpowiadają podobnie jak ja. Że w tej chwili nie planują, bo mają kredyt i nie chcą zarabiać mniej na lądzie. Więc na razie pływam i nie mam większych planów. Czekam na odpowiedni moment i jakieś oświecenie co zrobić dalej 🙂

To było ostatnie pytanie. Dziękujemy Ci za rozmowę i spotkanie. Teraz wiemy lepiej jak wygląda praca na statku!

Ja również dziękuję, było mi bardzo miło podzielić się z Wami moim doświadczeniem. Pozdrawiam czytelników Waszego bloga i życzę wszystkim powodzenia w pracy na statkach!

275

Poleć to

Skomentuj

Udostępnij

Przeczytaj TEŻ

STRONĘ ZAPROJEKTOWALIŚMY SAMI, TEŻ CHCESZ TAKĄ?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

Podziel się w social media

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest

lub skopiuj link

Falochron i wrota sztormowe - Krajewscy w podróży

Polub naszą stronę na Facebooku i bądź na bieżąco :)

Na stronie wykorzystujemy pliki cookies.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz TUTAJ.

Kontakt - Krajewscy w podróży - blog o podróżach po Polsce i Europie

Dzięki za wypełnienie
formularza!

Postaramy się odpowiedzieć na Twoją wiadomość jak najszybciej to będzie możliwe. Do napisania :)

Projektujemy Strony WWW - Krajewscy w podróży

Dzięki za wypełnienie
formularza!

Wkrótce na Twój adres e-mail prześlę Ci indywidualną ofertę na projekt Twojej nowej strony internetowej :)